niedziela, 1 marca 2015

..przed końcem...

Nie wierzył w to co widział. Matka patrzyła na Niego z cierpieniem w oczach. Przytrzymując Franka. Obejmowała syna chcąc uchronić przed strzałem pistoletu. Gestapowiec ciągle wymierzał w dziecko. Jednak nie patrzył na nie, tylko na Michała jakby wzrokiem mówił mu, że jeszcze ma wybór. Że jeszcze może Im pomóc. Że to wszystko od niego zależy. Jednak On milczał. Nie pisną nawet słowa, kiedy Ober wyciągną dziecko z objęć matki. Kobieta uklękła i zaczęła błagać by oszczędził dziecko. Jednak widząc, zobojętnienie Niemca zerknęła na Michała. On doskonale znał ten wzrok. Teraz wszystko w Jego rękach. Szef gestapo przystawił pistolet do czoła chłopca i podszedł bliżej do drugiego syna Janiny.
-Nie szkoda Ci brata?-zapytał-Mało już straciłeś? Anna, Ojciec? Chcesz stracić resztę? Czy Wy Polacy nie możecie zrozumieć, że dla Was wolność już się skończyła?
-Zostaw Ich! Weź mniee!-rozległ się krzyk Janiny błagającej o litość dla synów
-Zamknij się!-krzyknął do kobiety.
Padł strzał. Janina osunęła się na ziemię.
-Mamo!-Michał podbiegł do matki odpychając żołnierzy.
-Jestem z Ciebie dumna. Nie pozwól Jej zginąć-Janina opadła bezsilna.
-Mamo!-Michał zaczął płakać!
Franek próbował się wyrwać. Piszczał jednak nic nie wzruszało Gestapowca. Stał jak gdyby nigdy nic. Codzienna sytuacja z jego życia. Brak serca? Może to nie tylko Hitler był wielkim sadystą? Może każdy Niemiec ma to we krwi? Tylko dlaczego władza wartością ludzkiego życia?
Wielu ludzkich istnień? By przez chwilę być Panem Świata? Czy to naprawdę jest tak ważne? Przecież życie...Michał zastanawiał się, co robić. Wstał podszedł do Kalksteina (szefa Gestapo)
-Zgadzam się. Co chcecie za wypuszczenie Franka?
-Wiedziałem, że prędzej czy później to zrobisz. Dobra decyzja.
-Tylko Go wypuść.
-Dobrze. Jeszcze dzisiaj zostanie odwieziony do domu.  Dostanie opiekunkę.
-A co z Jankiem?
-On zmarł na tyfus.
-Jak to?
-Zgodziłeś się to bardzo dobrze-ober zmienił temat-Zabrać go do ciężarówki chłopaka też!-krzyknął do żołnierzy.-Szabke gdy dojedziecie na miejsce. Rozwalicie chłopaka. Tylko tak by ten starszy nawet się nie domyślił. Zrozumiałeś?
-Tak jest.
-Odwieźcie Ich tylko uważajcie na siebie. Ja muszę pojechać jeszcze w jedno miejsce.
-Oczywiście herr Obersturmbannführer.


***

 Ania nie mogła wytrzymać kolejnej doby nic nie robiąc. Na tym miała polegać Jej walka? Na siedzeniu w domu... Walka o Polskę? Walka o wolność? O Michała? O szczęście? Wiedziała, że musi się jak najszybciej dostać do dworku Michała. Ubrała Gabrielę i wsiadła w najbliższy pociąg. Miała naprawdę mocne papiery. Zajmowała się tak dzieckiem, że nikt nawet nie pomyślał, że to nie jest Jej dziecko. Minęły dwie godziny. Pociąg się zatrzymał a dziewczyna musiała dalej iść pieszo.
Szla dobrą godzinę. Nogi ją bolały. Ręce jeszcze bardziej była zmęczona, ale świadomość, że zaraz spotka Michała , że się w końcu do Niego przytuli. Że w końcu znowu będzie mogła z Nim biec. Próbować uciec. Uciec przed końcem świata. W końcu dotarła. Zapukała nikt nie otwierał. Zdziwiła się jednak z drugiej strony może Michał nie chciał nikomu otwierać. W końcu na mieście wisiały listy gończe.  Drzwi były otwarte, więc weszła
-Dzień dobry!-powiedziała
Jednak odpowiedziała Jej cisza.  Zaniepokoiła się.
-Wiedziałem, że prędzej czy później tu przyjdziesz.
-Co Ty tu robisz?-obróciła się i przestraszona zrozumiała, że za nią nie stoi Michał tylko Janek.
-Ja? Mieszkam. Widzisz. Rzesza za pomoc ofiarowała mi ten dworek. Po wywiezieniu Twojego narzeczonego i jego rodziny-uśmiechnął się fałszywie
-To Ty nas wydałeś.
-Was?
-No tak najpierw mnie, potem Michała. Jak mogłeś wiesz? Jak mogłeś?
-A Ty jak mogłaś mnie odrzucić.
-Zrozum nie kocham Cię.
-Teraz to chyba będziesz musiała.
-Słucham?-zapytała zdenerwowana.
-To Jego dziecko?
-Tak.-powiedziała stanowczo
-Jeśli nie chcesz, żebym Was wydał musisz zostać tu ze mną.
-Jak to?
-Będziesz jak normalna prawdziwa żona. Będziesz gotowała, prała, sprzątała. A ja będę zarabiał i utrzymywał rodzinę.
-Jaką rodzinę?-nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.
-No naszą kochanie-po czym przycisnął ją do siebie.
-Poczekaj. Odłożę dziecko.-uśmiechnęła się i pogładziła ręką jego twarz.
-No dobrze-westchnął. Był z siebie taki zadowolony. Wiedział, że Ona już jest tylko jego.
-Czyli rozumiem, że mam być dla Ciebie miła, kochać się z Tobą, rodzić Ci dzieci, wykonywać prace domowe a Ty za to mnie nie wydasz?-Jej ręce chodziły góra dół po jego plecach. Masując delikatnie.
-Mhm-powiedział i zaczął całować Jej szyję, po czym schodził niżej. To samo działo się z rękoma. Dotykał Jej piersi, potem głaskał plecy, rozpinając guziki niebieskiej sukienki.
-Rozumiem, że od dzisiaj zaczynamy?-powiedziała prowadząc Go w stronę łóżka.
-Tak...tak...-całował ją wszędzie. Ona leżała na łóżku, rozebrana a On coraz bardziej się rozkręcał. Pociągała go każdym ruchem, każdym słowem, gdy był już tak blisko, gdy zdejmowała Mu spodnie, nie poczuł nawet jak wyciąga mu z tylniej kieszeni od bojówek pistolet.
-Poczekaj!-powiedziała.-Położ się na plecach. Zobaczysz. Nie będziesz żałował.
-Dobrze.-powiedział rozkoszując się zapachem Jej ciała pachnącego francuskimi perfumami.
Ona usiadła na Nim trzymając ręce za sobą.
-No i co teraz?-uśmiechnął się.
-To!-powiedziała wyjmując zza siebie pistolet-W Imieniu Polski Podziemnej Jesteś skazany na śmierć za zdradę Ojczyzny- i w tym momencie padł strzał.
Ania doznała szoku. Wiedziała,że musi jak najszybciej uciekać. Znaleźć Michała. Jej jedyną nadzieją był Adam.

*** 

Franek siedział wtulony w Michała. Bał się. Wiedział, że nie może nic powiedzieć. Był w szoku. Matka nie żyje Ojciec też. Został mu tylko Michał. A ten zastanawiał się kto zajmie się małym. Skoro w dworku pewnie nikogo już nie ma. Przeczesał ręką jego bujną czuprynę. Chłopiec uśmiechną się do brata.  Jakby chciał prosić ,,Powiedz, że będzie dobrze"  Michał odpowiedział mu takim samym niepewnym uśmiechem. Nagle rozległ się huk. Strzały. Niemieccy żołnierze pilnujący Michała kazali położyć się chłopakom na ziemię. Po czym z zewnątrz ktoś otworzył drzwiczki. Wychodzić. Dwunastu  ludzi podziemia odbili jednego ze swoich przyjaciół.
-Kamil!-powiedział Michał widząc przyjaciela- Dzięki.
-Wszystko w porządku? Cali jesteście? Gdzie Twoja..?
-Zabili ją.-przytulił do siebie Frania-Jesteśmy wolni-uśmiechnął się do brata.
-Michał! To jest Adam! To On wiedział kto Cie wsypal
-Serwus! Michał!-podał rękę-Dzięki. Skąd wiesz? Kto to?
-Janek były narzeczony, Twojej żony!
-Wiesz gdzie jest Ania?-Michałowi zabłysły oczy
-Tak zaprowadzę Cię dzisiaj! Spokojnie.

***

Ania wróciła już do domu. Położyła Gabrielę spać, a sama chciała przygotować kolację. Nie wiedziała jak to możliwe. Michał też jest na pawiaku? Może na gestapo? O ile jeszcze żyje...
Otworzyła puszkę z herbatą i ktoś zapukał do drzwi.
-Tak?-wyjrzała przez dziurkę niepewnie
-Otwórz to ja Adam.
Dziewczyna otworzyła drzwi i wpuściła do środka przyjaciela.
-Mam dla Ciebie niespodziankę?
-Proszę Cię. Nie mam chęci na zabawy.-odwróciła się i szła w stronę kuchni-Michała prawdopodobnie zabrało Gesta...
-Dzień dobry.-powiedział
-po...-stanęła jak wyryta, nie wiedziała czy to jest sen? Czy Jej się śni? Michał? A może to po prostu zwidzenia?-odwróciła sie.-Nie? Nie wierzę? Michał?
-Ania!-podbiegł do ukochanej i  ją pocałował.
Mieli nadzieję, że już nic nie jest w stanie ich rozdzielić.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na dzisiaj wystarczy może nie jest jakieś ekstra ciekawe ale zawsze coś! Jak Wam się podobało?

Dzisiaj nagradzam:

Paa :*

sobota, 21 lutego 2015

...puki My żyjemy...

Stali tak wpatrzeni w żandarma.  Anna nie miała pojęcia, co zrobić. Jak to rozwiązać. Nie mogła znaleźć się znowu na Pawiaku, nie mając pojęcia, gdzie jest Michał. Poza tym, co stanie się z Gabrielą? Te ułamki cichych sekund nie wzbudziły wątpliwości u policjanta, który znowu zapytał:
-Jaka jest data urodzenia Państwa córki, nie mogę rozczytać-powiedział pokazując na kenkartę.
-Dwudziesty piąty-powiedziała Ania z pewnym głosem, kątem oka zerkając na datę by trafić jak najbardziej podobną cyfrę.
-Aha dobrze rozumiem.-wysoki brunet uśmiechnął się.-Dziękuję-oddał im dokumenty i poziomo machnął ręką.
Przybrani rodzice Gabrieli szli do tymczasowego mieszkania. Ania nie rozglądała się za bardzo. Wiedziała, że nie może wzbudzać podejrzeń. Jednak po chwili stanęła jak wyryta. To ta kamienica. Ta z której ją wywieźli. Była tak blisko Michała. O ile On jeszcze tu był. Konspiracyjny mąż zaniepokoił się postawą Ani, która zwróciła na siebie uwagę przechodniów.
-Co Ty robisz? Chodź.-pociągnął ją za ramię
-Czekaj, muszę się dowiedzieć coś o Michale.
-Jakim Michale.
-To mój mąż, nie nigdzie nie ide. Poczekaj.-Zachowywała się jak dziecko, które nie chce wyjść ze sklepu z lizakami.
-Nie możesz. Zapomniałaś już skąd wyszłaś?-zapytał szeptem lecz zdenerwowanym głosem
-Wiem.-powiedziała stanowczo-Ale zrozum moje życie bez Michała nie ma sensu.-przekazała partnerowi wózek i wbiegła do kamienicy.
-Pani Ania? Jak pani tu? Nic nie rozumiem..
-Cśii-powiedziała kładąc palec na ustach szesnastoletniego Krzysztofa.-Co z Michałem?
-Pani mąż był tutaj kilka dni temu. To Mu powiedziałem, że panienkę zabrali. I z tego co wiem do do mamy miał pojechać.
-Dziękuję Ci, dziękuję!-pocałowała Go w policzek uradowana, a chłopakowi aż te jego zielone oczy się zaświeciły z radości. Bardzo ją lubił.

Ania wybiegła z kamienicy. Była tak szczęśliwa jakby wojna się już skończyła.
-I co możemy już iść?-zapytał zdenerwowany Adam.
-Tak, tak chodź.

 ***

Michał nie wiedział, co robić. Miał świadomość, że żywy stąd na pewno nie wyjdzie-nie wypuszczą go.  A nawet jeśli, to przecież Jego życie już nie ma sensu. Bez Ani? Jak miałby żyć? Obwiniał się. Bo może gdyby lepiej ją ukrył. Załatwił lepsze dokumenty. Zastanawiał się skąd mógłby być przeciek. Nie wiedział, co myśleć. Jedno było pewne: Ona nie żyje.  Gestapo już skreśliło ją z listy żydów. Prawdopodobnie została zagazowana w jednej z ciężarówek albo w obozie. I spalono ją. Położył się na materacu i wpatrując się w sufit szarpał za kołnierz od koszuli w którym zaszyty miał cyjanek. Już tylko tyle mu zostało. Znaleźć ją ale nie w tym świecie. Znaleźć ją tam, gdzieś w niebie. I być szczęśliwym-szczęśliwym na zawsze. Tylko tyle chciał.A poza tym Gestapo ma jego rodzinę. Może wypuszczą ich gdyby umarł.  Trzymał ,,tabletkę śmierci" w ręce i oglądał dookoła jak gdyby szukał czegoś. Jakiegoś napisu. Może odpowiedzi. Gdy tak się wpatrywał w to małe ,,ziarenko" zauważył biały napis na ścianie-,,Jeszcze Polska nie umarła puki My żyjemy"
To ,,My" z wielkiej litery. My? Czyli też ja..-pomyślał. Przecież ja żyje nie tylko dla Ani. A Polska?
Zostawić ją? Ania pewnie by tego nie chciała. Wstał podszedł bliżej do tej ściany. Dotknął miejsca z napisem. Przeszedł go dreszcz. Poczuł dumę. Podniósł wzrok, uśmiechnął się a w Jego sercu zapalił się płomień nadziei pokrzepiony przez patriotyzm. Wiedział, że to On. Że to On musi rozerwać kajdany w które skuto jego Matkę-Polskę. ,,Nie poddam się nigdy. Muszę żyć, abyś i Ty żyła"-powiedział sobie w myślach.  Nagle otworzyły się drzwi. Strażnik zabrał Go na przesłuchanie.

***

Dotarli do mieszkania. Anna wiedziała jedno musi odnaleźć Michała i powiedzieć Mu  o Janku.  Ufała ukochanemu i była pewna, że On jej pomoże. Wyjaśniła wszystko Adamowi i prosiła o pomoc.
-Dziewczyno, czy Ty oszalałaś?
-Nie po prostu Go kocham.
-Ale pakujesz się w kłopoty. Dopiero wyszłaś z Getta. Chcesz się pożegnać i z tym światem?
-Adam proszę Cię zrozum mnie. Ja muszę go ostrzec. Ten Janek...
-Zamelduję o Nim dowódcy. Jeśli dostaniemy rozkaz na likwidację to
-Likwidacje? Chcesz go zabić?
-Zrozum. On może kapować nie tylko na Ciebie.
-Ale to jest człowiek tak samo jak...
-My też jesteśmy ludźmi a szwaby jakoś się tym nie przejmują.
-Nie wierze-oparła twarz na rękach
-Aniu zrozum-to jest wojna. Chcesz wolności? Nikt Ci Jej teraz za darmo nie da. A przez takich ludzi będzie więcej ofiar.-pogłaskał ją po ramieniu
-Jak długo jeszcze? 
-Nie wiem ile Ty, ile oni wiem ile ja-do ostatniej kropli krwi. Pójdę już a Ty zajmij się Gabrielą. Wrócę wieczorem. 
Ania westchnęła i poszła przygotować jedzenie dla dziecka.

***

Właśnie Go przewozili na Szucha. Na przesłuchanie. Szef Warszawskiego gestapo już na niego czekał. Uśmiechnięty. Był pewny, że dzisiaj w jego szeregi wstąpi kolejny członek podziemia. Miał przyszykowany naprawdę świetny plan. Zależało Mu na tym młodym. Wiele operacji byłoby znacznie łatwiejszych mając takiego żołnierza. W końcu wprowadzili Michała.
Usiadł na krześle na przeciwko Obera.
-I co? Zastanowiłeś się?
-Wspołpracujesz z nami?
Odpowiedziała Mu cisza.
-Czyli nie chcesz uratować rodziny? Polska ważniejsza? Niż Matka i bracia.-kontynuował
Jednak znowu odpowiedziała mu cisza.
-A co się stało z pańskim ojcem? Czy przypadkiem też nie zginął? Widzisz to nie my zabiliśmy Twojego ojca. Tylko Polska. Zrozum nie ma sensu jej ratować. I tak w książkach do historii o Tobie nie napiszą bo to Rzesza pisać będzie historię dawnej Polski-narodu tchórzy 
W Michale się gotowało jednak wiedział, że nie może dać po sobie poznać.
-Ty jesteś tym tchórzem. A możesz stać się bohaterem Rzeszy i uratować rodzinę.-zaśmiał się szef gestapo
-Traci Pan czas.
-Masz rację czas jest bardzo ważny. Skoro rozmowa nie skłania Cię do przemyśleń, to  trudno. Nie chciałem tego robić ale mnie do tego zmusiłeś. Straż!-krzyknął zdenerwowany.


Wracał z przesłuchania na Pawiak.Przynajmniej tak myślał. Mimo, że nie było to 
 daleko od Pawiaka jednak Michał czuł jakby ten czas się dłużył i dłużył. 
Patrzył na swoje związane ręce. Już wiedział, co powie. Jednak takiego obrotu sytuacji się nie spodziewał. Zamiast do ogromnego budynku przywieźli Go do lasu. Jakaś polana na której stał tylko barak. Mały drewniany. Wysadzili go, a w okół ustawili się policjanci.  Chwilę potem przyjechała kolejna ciężarówka z niej wysiadła matka Michała oraz Janek-młodszy Jego brat.  A także Ober z którym jeszcze pół godziny temu rozmawiał.
-Nie dałeś mi wyboru.-wyjął pistolet i wymierzył w dziecko...

0x750x3000profilki.blogspot.com --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na dzisiaj koniec. Mam nadzieje że się podobało :D 
 Komentarze które nagradzam to:



niedziela, 25 stycznia 2015

Zaopiekuj się Nią...

Nie miał pojęcia, co się dzieje. Siłą wyciągnęli Go z samochodu. Jednak te bodźce, ta sytuacja, że zaraz znajdzie się w murach jednego z najgorszych budynków w Warszawie, nie miały na Niego aż tak dużego wpływu jak strach o Anię. Nie znalazł Jej. Prowadzili go skutego wąskim korytarzem. Prawie spychając ze schodów, ,,dostarczyli" więźnia na przesłuchanie. Jeden z Niemców posadził Go na stołku na przeciwko biurka.  Niemiec podszedł do półki po czym wyjął jeden z segregatorów i gwałtownym ruchem wyrwał kartki. Michał nie miał pojęcia, co się dzieje. Jaki był cel tego zachowania. Strażnik złożył wyrwane kartki i włożył do kieszeni, a następnie odłożył segregator. Nagle rozległ się hałas. Niemiec, który przed chwilą wyrwał jakieś papiery stanął na baczność, a do pomieszczenia wszedł szef Warszawskiego gestapo.
-Heil Hitler!-podniósł rękę Strażnik
-Heil Hitler-odpowiedział Ober, jednak bez wielkiej dumy.-Zostaw nas
-Tak jest-odpowiedział po czym opuścił pomieszczenie.
-Pewnie zastanawiasz się jak dowiedzieliśmy się, gdzie Cię znaleźć?-zapytał Ober obchodząc dookoła stołek na którym siedział Michał.
Chłopak tylko podniósł głowę, a ten zajrzał Mu w oczy.
-No?-zapytał jeszcze raz nie otrzymując odpowiedzi.-Dobrze powiem Ci. Twoja żona Cię wydała.
Michał zerknął na Niemca ze zdziwieniem
-O widzę, że Cię to zaciekawiło-Ober ciągnął dalej.-Tak. Anna powiedziała nam, gdzie możemy Cię znaleźć. Niestety w mieszkaniu Cię nie było, domyśliłem się, że prędzej czy później trafisz do Matki, a że Ania nas już powiadomiła o miejscu pobytu Twojej rodziny,  to obserwowaliśmy je. Chyba niezbyt to dobrze o Niej świadczy. Prawda? Widać nie kocha Cię tak bardzo jak Ty ją, bo z tego co widzę to wzieliście ślub. Gratuluję.-Uśmiechnął się szyderczo.-Jak widać nie masz szczęścia do kobiet. Ale nie możesz winić za to tylko Annę. Miała wybór. Albo Ty albo Jej rodzina w Getcie. Uwierz Ich naprawdę tam jest dużo. Pewnie słyszałeś, zeszłej nocy były masowe wysiedlenia. Musiała Cię wydać. W przeciwnym razie wszyscy Jej bliscy zostaliby rozstrzelani lub wywiezieni do obozu.
Michał przyglądał się mężczyźnie, który prowadził monolog. Mimo tego, że nie wierzył w żadne z Jego słów, coraz więcej miał wątpliwości. Znów nie był przekonany czy Jego walka jest słuszna. W tamtej chwili przejmował się bardziej Ojczyzną niż Anną. Sam nie wiedział dlaczego? Może po prostu się pogodził z losem, z tym, że nie jest Mu dane być z Anią. Nie miał siły już walczyć, o coś by potem od nowa to tracić.  Niemiec widząc to zamyślenie Michała, był pewny, że udało mu się  przekonać Go do swoich racji. I ciągnął dalej
-Dlatego też mam dla Ciebie ultimatum.
-Ja nic nie wiem-powiedział nagle ocknięty Michał
-Ale ja nie będę o Nic Ciebie pytał.
-Nie chcę mieć z Wami żadnego ultimatum.-powiedział nieco zdenerwowany żołnierz Podziemia
-Zobaczymy-odpowiedział mu jeszcze bardziej nerwowym tonem Niemiec-Straż!-krzyknął
-Tak?
-Do celi Go!
-Tak jest!-powiedział strażnik, po czym pociągnął Michała za ramię.


***
Czekała na  Mordechaja pół przytomna. Nie zmrużyła oka w ciągu ostatnich 48 godzin. Prosił ją by się zdrzemnęła choć trochę, a On pójdzie sprawdzić, co z Jej rodziną. Miał układy, znajomych w urzędzie, których dość prosto było przekupić. Obiecał Jej, że tu jest bezpieczna, a Ona mu, że nie wyjdzie stąd do póki On nie wróci. Wpatrywała się w ścianę, potem w obrączkę, którą wyjęła z kieszeni szarej sukienki. Włożyła ją na palec. Razem z obrączką przybywały wspomnienia. Kochała Michała jak nikogo innego na świecie. Nagle drgnęła, słysząc czyjeś szybkie kroki i dość głośnie dyszenie ściągnęła obrączkę z palca i szybkim ruchem schowała do kieszeni, po czym stanęła za kratami, przyszykowana do ewentualnej obrony. 
-Ania!-wbiegł do pomieszczenia Mordechaj przyciskając ręką do płaszcza z którego dochodził cichy jęk
-Co się dzieje?-zapytała przestraszona dziewczyna.
-Weź je-powiedział z troską  odsłaniając kurtkę.
-Matko! Skąd je masz?-wzięła delikatnie podkładając rękę pod główkę.
-To córka mojej przyjaciółki. Mam ją ukryć po Waszej stronie.
-Ale jak to? Co Ona oszalała? Oddaje własne dziecko?-zapytała.
-Oszalała? Pytasz jakbyś tam nie była. Ona ją uratowała. Przynajmniej się stara uratować.
-A to nie możesz Jej z dzieckiem ukryć?
-Nie-powiedział smutno
-Dlaczego?
-Wczoraj ją wywieźli.
-To jakim cudem nie wywieźli dziecka?
-Akurat wtedy było u koleżanki Sary, która opiekowała się Gabrielą.
-Ehh..-westchnęła Ania-To straszne. Mordechaj?-zapytała
-Słucham.
-Co z moimi, z moją rodziną?
-Przykro mi.-podszedł do Niej bliżej chcąc ją przytulić
-Nie, to nie możliwe. Przecież mi obiecali. Obiecali mi że przeżyją.-zaczęła płakać
-Aniu wiesz dobrze jak jest. Nie mamy na to wpływu. A Hitler kiedyś pożałuje tego.
-Nic już nie rozumiem. Walczysz i nie masz nic z tego. Jak mam ratować  Polskę, skoro odbiera mi wszystko?
-Ale przecież Polska nic Ci nie zabrała. Tylko wojna. Niemcy.-powiedział głaszcząc ją po długich blond włosach.-Musisz być silna. W końcu jesteś Żydowską Polką, a takie dziewczyny są najsilniejsze-uśmiechnął się ocierając łzy Ani
-Tak masz rację muszę być silna.-usiadła, po czym otarła ręką resztę łez.-Dobrze co z Nią?
-No szczerze mówiąc to miałem nadzieję, że po tej informacji.
-Przejdę na drugą stronę i się zaopiekuję Nią?
-Tak oczywiście załatwię Ci mieszkanie, ubranie dokumenty. Nie znam nikogo. komu bym tak ufał jak Tobie.
-Dobrze.-powiedziała pewnym siebie głosem-Zajmę się nią. Tylko kiedy?
-Szczerze mówiąc to coś mi podpowiadało, żebym załatwił Wam dokumenty.
-O szóstej tu będzie mój człowiek. Na czas przejścia będziecie małżeństwem z dzieckiem
-Oczywiście.  A Ty?
-Ja? Ja wrócę do siebie. Trzeba walczyć.-uśmiechnął się do Niej.

***

W tym samym czasie na Al. Szucha 25 w gabinecie szefa Gestapo, na drewnianym biurku rozległ się dźwięk telefonu. Niemiec podniósł słuchawkę
-Tak?(...) Proszę mi podać adres zamieszkania Anny Chodorowskiej(...)Tak w Getcie(...) Jak brała udział w wysiedleniu? Mówiłem przecież, że ma przeżyć, że ma być traktowana inaczej-jako nasz człowiek.-zdenerwowany Ober odłożył słuchawkę, po czym zawołał jednego ze swoich podwładnych.
-Pan mnie wzywał?
-Tak. Proszę przyprowadzić więźnia.
-Tego Michała? Ale miał Pan Go dzisiaj nie przesłuchiwać tylko czekać na tą dziewczynę
-Dziewczyny nie będzie. Ci durnie ją już zdążyli zamordować. Przyprowadź mi tego Michała. Aha i jeszcze proszę zawiadomić tego Jana od donosów. Poproś aby stawił się u mnie jutro.
-Tak jest.
Po pięciu minutach Michał siedział już w gabinecie. Był zdziwiony bo wszyscy mówili, że z przesłuchań nie wychodzi się cało. A On nie miał jeszcze żadnej rany.Jednak nie chciał tego zmieniać. Cieszył się, że choć ma odrobinę szczęścia w tym wszystkim. 
-Patrz!-podał Mu dokument.-Rodzina Twojej ukochanej wraz z Nią brali udział w akcji likwidacyjnej. Nie wszyscy mieli pojęcie, że z Nami współpracowała. 
Michał na początku myślał, że to fikcja jednak te podpisy, Niemieckie. Było ich tak dużo na każdej karcie takie same. Nie wyglądały na fałszywe. 
Czyli to prawda pomyślał Ania już nie żyje. Był wściekły gdyby nie te kajdanki to prawdopodobnie zabiłby tego Niemca.
-Mam nadzieję, że po tym co zaraz zobaczysz nabierzesz chęci do współpracy z Nami.-po czym otworzył drzwi, w których stanęła matka Michała i dwóch chłopców.
-Mamo! Nie!!! Szarpał się na krześle, wrzeszczał.
Matka tylko patrzyła na syna i mimiką twarzy dała mu do zrozumienia by nic nie mówił. 
-Zabrać Ich-powiedział szef Gestapo. Podszedł do szafki i w radiu włączył piosenkę ,,Ich liebe das leben"-No to teraz widzisz. Annę straciłeś. Jednak fakt. Nie miałeś na to wpływu. Ale teraz możesz uratować matkę i braci.
-Co za Nich chcecie?
-No właśnie. Zaczniesz z Nami współpracować. 
-Ale ja nic nie wiem
-Dość tych kłamstw-walnął pięścią w stół Niemiecki oficer-Matka i bracia to chyba lepszy układ niż za zwykłą dziewczynę, która i tak Cię wydała. Prawda? Zastanów się. Współpracujesz z nami i wtedy Ich wypuszczam. Masz czas do jutra. Lepiej dobrze to przemyśl.-zapalił papierosa-Straż
-Tak?
-Zabrać Go.
-Tak jest!

***
Dochodziła szósta Ania ubrana w szary płaszcz i łososiowy kapelusz, czekała na swojego konspiracyjnego męża. Dziwiło ją, że jest tak dość bogato ubrana. Gdy kończyła przebierać Gabrielę Mordechaj wziął ją za ramię. Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła po czym wzięła dziecko na ręce.
-Uważajcie na siebie. Proszę Cię.
-Dobrze, dziękuję Ci. Ty też uważaj na siebie.
-O jest i Adam.-wskazał na zbliżającą się postać.
-Witam-powiedział wysoki przystojny blondyn z zielonymi oczami
-Dzień dobry-uśmiechnęła się dziewczyna.
-To co? Idziemy?
-Tak. Chodźmy.-powiedziała Ania zerkając kątem oka na Mordechaja.
-Odwiedzę Was. Trzymajcie się-pocałował w policzek Anię i pogłaskał po główce dziewczynkę.
Dziewczyna włożyła dziecko do wózka i pewnym krokiem kierowała się wraz z Adamem do wyjścia.
W międzyczasie zaczęli rozmawiać. Bardzo dobrze się dogadywali. Wyszli na ulicę. Szli szarym chodnikiem, nie przejmując się niczym. I choć Ania nie wiedziała dokąd tak naprawdę idzie czuła się bezpiecznie. Ten blondyn nawet zapachem przypominał Jej Michała. Wolała się oszukiwać i chociaż przez chwilę być szczęśliwa. Nagle przed ,,małżeństwem" stanęli dwaj Żandarmi.
-Dokumenty proszę.
-Proszę-blondyn wyjął trzy kenkarty
-Jaka jest data urodzenia dziecka?
Anię przeszedł dreszcz. Adam nie miał pojęcia, że mogą zapytać o coś takiego. Obojgu głowach pojawiła się jedna myśl-Wpadliśmy

_________________________________________________________________________________


Przepraszam Was ale od dwóch tygodni choruję więc rozdział tak napisany  trochę późno.
Przepraszam za błędy jeśli są ale czas czas. A muszę jeszcze Was odwiedzić
Dziękuję! Że jesteście Za Wasze komentarze
A w tym poście dziękuję szczególnie:


PS: Kochani zostawiajcie w komach adresy! Jest mi dużo łatwiej się odwdzięczać!

LIKE-ujemy!-Uciec przed końcem świata na FB<3

Kochani troszkę urozmaiciłam bloga-dodałam kilka dodatków!
Na pasku macie takie jak:
*Cytat (będzie się zmieniał za każdym razem gdy włączycie adres bloga)
*Odliczanie (możecie zobaczyć jak długo już mamy tego bloga)
*Chat <3 Piszcie sobie :) Będzie mi bardzo miło :)




WYWIEŚ FLAGĘ 27.01-70 rocznica wyzwolenia Auschwitz !!! 0x750x3000profilki.blogspot.com